Bestia z Torunia nie oszczędziła 13-letniego chłopca. Przerażające zbrodnie seksualne Andrzeja G.

2026-03-26 8:34

Andrzej G., znany powszechnie jako bestia z Torunia, ma na swoim koncie serię wyjątkowo brutalnych napaści seksualnych. Ten niebezpieczny multirecydywista był wielokrotnie skazywany za zabójstwa oraz gwałty, a na celownik brał również dzieci, w tym trzynastoletniego chłopca. Przebywając w celi, oskarżony wysłał do śledczych ponad sto listów, w których szczegółowo relacjonował powody swoich okrutnych działań. Kulisy obrzydliwego życia, jakie prowadził Andrzej G., budzą powszechne przerażenie.

Zakończył edukację na szkole podstawowej, nie posiadał stałego zajęcia ani majątku, a prywatnie był ojcem siedmiorga dorosłych dzieci i wdowcem. Mariusz Korzus z redakcji „Super Expressu”, śledzący tę sprawę od samego początku, podkreśla, że to jedno z najcięższych dochodzeń w jego zawodowym życiu. Dziennikarze okrzyknęli Andrzeja G. mianem bestii z Torunia, ponieważ sprawca nie cofał się absolutnie przed niczym. Jego zbrodnicza droga rozpoczęła się od kłopotów osobistych, bezsenności oraz myśli samobójczych, przez co w 1992 roku podjął terapię psychiatryczną. Szybko jednak przerwał leczenie, a specjalistyczną pomoc odwykową otrzymał dopiero w 2015 roku podczas odbywania wyroku. W międzyczasie odnalazł inną metodę na rozładowanie napięcia. Zaczął mianowicie zaspokajać mroczne fantazje poprzez zadawanie innym ogromnego bólu.

Pierwsze wyroki więzienia dla Andrzeja G. Sąd w Toruniu skazał oprawcę

Pierwszego gwałtu dopuścił się przed czterdziestką, dokładnie w 1999 roku. Zaatakował wówczas ofiarę, której wprawdzie nie zabił, ale wykazał się ogromnym okrucieństwem. Organy ścigania błyskawicznie ustaliły tożsamość sprawcy i postawiły go przed sądem. Decyzją Sądu Okręgowego w Toruniu z 2000 roku, otrzymał karę pięciu lat pozbawienia wolności. Ponieważ w poczet wyroku wliczono czas spędzony w areszcie tymczasowym, oprawca odzyskał wolność szybciej, wychodząc na zewnątrz w grudniu 2004 roku. Zamknięcie w zakładzie karnym nie przyniosło jednak żadnych efektów resocjalizacyjnych. Wkrótce potem ponownie uderzył, a mundurowi oskarżyli go o kolejną brutalną napaść na tle seksualnym oraz szereg innych naruszeń prawa.

Dziennikarze „Super Expressu” dotarli do informacji, że w kwietniu 2007 roku sprawca odurzył kobietę specjalnymi tabletkami. Następnie brutalnie okaleczył jej narządy rodne, umieszczając w nich ciała obce, w tym zwykłą materiałową ścierkę. Stan ofiary był na tyle krytyczny, że zmarła kilkanaście godzin później. Morderca ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości przez sześć miesięcy, po czym uderzył ponownie w Grudziądzu. Ofiarą padł napotkany mężczyzna, któremu sprawca również podał środki usypiające. Zrealizował na nim swoje potworne żądze, aplikując w jego ciało nakrętki od kosmetyków, a ostatecznie używając do tego żyletek. Zaatakowany nie przeżył tego koszmaru. Rzecznik prokuratury przekazywał detale, z których większość ze względu na drastyczność nie ujrzy światła dziennego. Śledczy przyznawali, że bestialstwo sprawcy przekraczało wszelkie granice wyobraźni.

Choć zabójstw jeszcze mu wtedy oficjalnie nie udowodniono, napastnik ponownie trafił do celi za następny gwałt. Sąd Rejonowy w Grudziądzu posłał go do więzienia na siedem lat. Odbywał tę karę między 2008 a 2015 rokiem, wielokrotnie zmieniając zakłady karne. Powodem roszad była agresja ze strony innych więźniów, którzy nie akceptowali przestępców seksualnych i wymierzali im sprawiedliwość na własną rękę. Andrzej G. zaliczył więc pobyty w jednostkach w Grudziądzu, Czarnem oraz Barczewie. Ostatni z dyrektorów, podpułkownik Marek Kulwicki, komentował tę sytuację dla „Dziennika Toruńskiego”.

Sonda
Czy kary za molestowanie seksualne powinny być wyższe?

"- U nas był tylko trzy miesiące. Karę odbywał w standardowym trybie, a nie w terapeutycznym. Zresztą trzy miesiące to zbyt mało, by kierować osadzonego na terapię – mówił w rozmowie z „Dziennikiem Toruńskim” podpułkownik Marek Kulwicki, ówczesny dyrektor zakładu karnego w Barczewie."

Brak izolacji w Gostyninie. Andrzej G. wyszedł i zaatakował 13-latka z Torunia

Kiedy opuszczał mury zakładu karnego, administracja więzienia nie wystąpiła o jego dalszą izolację na mocy tak zwanej ustawy o bestiach. Prawo to pozwalało zamknąć groźnych przestępców w ośrodku w Gostyninie, gdzie trafił między innymi Mariusz Trynkiewicz. Uznano jednak oficjalnie, że w tym przypadku brakuje odpowiednich przesłanek. Z nieoficjalnych relacji prasowych wynikało, że skazany zachowywał się wzorowo, co uśpiło czujność służb. Niestety, rzeczywistość okazała się dramatyczna i kosztowała zdrowie kolejnych osób. Zaledwie dwanaście miesięcy po zwolnieniu, w 2016 roku, napadł na trzynastoletniego chłopca w okolicach toruńskiego Bydgoskiego Przedmieścia. Matka pokrzywdzonego podzieliła się koszmarnymi wspomnieniami z dziennikarzem „Super Expressu”.

Nastolatek zmierzał parkowymi alejkami w kierunku domu swojej babci, gdy nagle na jego drodze stanął Andrzej G. Starszy mężczyzna zwabił go podstępem, zaaplikował mocne substancje odurzające, a następnie brutalnie zgwałcił. Kobieta zrelacjonowała w wywiadzie pierwsze chwile po tej przerażającej zbrodni.

"- Otrzymałam telefon ze szpitala. Gdy tam pojechałam, on nie pamiętał, kim ja jestem. Leżał z głową w kozetce, krzyczał tylko: mamo, zgwałcili mnie – opowiadała wstrząśnięta kobieta."

Trzynastolatek rejestrował dramatyczne wydarzenia wyłącznie fragmentarycznie. Jego rekonwalescencja, zarówno fizyczna, jak i mentalna, okazała się niezwykle ciężką przeprawą. Skutki tego bestialstwa odcisnęły piętno na resztę jego życia. Matka relacjonowała, że jej syn przestał wierzyć w swoją wartość i unikał opuszczania domu bez asysty najbliższej rodziny. Złość potęgowała fatalna organizacja pomocy psychologicznej. Okazało się, że poszkodowany chłopiec musiał czekać w długich kolejkach do specjalisty, zamiast otrzymać natychmiastowe wsparcie kryzysowe, które jest w takich sytuacjach kluczowe. Kobieta wyraziła swój żal podczas trwania procesu Andrzeja G.

"- Czuje się gorszy, pytał mnie: dlaczego to go spotkało? Dlaczego akurat jego? - pytała później matka na korytarzu Sądu Okręgowego w Toruniu, gdy toczył się proces przeciwko Andrzejowi G."

Jeszcze w tym samym roku morderca wytypował kolejną ofiarę. Tym razem poczęstował medykamentami mężczyznę w kryzysie bezdomności, okradł go i zgwałcił, a według niepotwierdzonych informacji prasowych, dokonał też kastracji. Policjanci zatrzymali wielokrotnego recydywistę kilka dni później. Rozpoczęcie procesu wywołało w społeczeństwie falę oburzenia. Obywatele zastanawiali się, jakim cudem tak niebezpieczny człowiek przebywał poza zamkniętym ośrodkiem i unikał surowej izolacji. Brak adekwatnej reakcji organów sprawiedliwości doprowadził do kolejnych dramatów. Sprawca z kolei nic nie robił sobie ze stróżów prawa. Ostatecznie Sąd Okręgowy 20 kwietnia 2018 roku wydał wyrok dożywotniego więzienia, starając się zapobiec kolejnym napaściom. To jednak nie zamknęło kartotek.

Nowe śledztwo w 2023 roku. Andrzej G. odpowiada za kolejne zabójstwa

Pół dekady później, w 2023 roku, organy ścigania wznowiły badanie dawnych przewinień seryjnego oprawcy. Śledczy zgromadzili niepodważalne dowody potwierdzające udział Andrzeja G. w nierozwiązanych dotąd sprawach sprzed lat, w tym tych z 2007 roku. Do jego kartoteki dołożono trzecie morderstwo, do którego doszło na skutek śmiertelnego przedawkowania. Agresor podał ofierze zbyt dużą dawkę środków usypiających, co zamiast omdlenia, doprowadziło do natychmiastowego zgonu. Prokurator Andrzej Kukawski z toruńskiej prokuratury podzielił się szczegółami aktu oskarżenia w wypowiedzi dla „Super Expressu”.

"- Oskarżyliśmy Andrzeja G. o zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem oraz w związku ze zgwałceniem, usiłowanie zabójstwa, rozboje, a także doprowadzenie do poddania się innym czynnościom seksualnym przez sprawcę działającego ze szczególnym okrucieństwem - wyliczał w rozmowie z „Super Expressem” prokurator Andrzej Kukawski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Toruniu."

Powołani specjaliści stwierdzili, że morderca doskonale zdawał sobie sprawę ze swoich czynów i w pełni kontrolował swoje decyzje. Zdaniem medyków ryzyko ponownego popełnienia przez niego drastycznych przestępstw seksualnych było gigantyczne. Analizie poddano nie tylko historię kryminalną, ale i bieżącą postawę więźnia. Andrzej Kukawski z prokuratury informował o zaleceniach ekspertów.

"- Jak wskazali biegli, w przypadku uznania Andrzeja G. winnym czynów, o jakie jest podejrzany, powinien być osadzony w zakładzie karnym dla niebezpiecznych, preferencyjnych sprawców przestępstw. Był on wielokrotnie karany – wyliczał prokurator Kukawski."

Sam oskarżony potwierdził swój udział w zarzucanych przestępstwach, podając śledczym mnóstwo detali. Niewykluczone, że liczba poszkodowanych jest znacznie większa, lecz część z nich nigdy nie poszła na policję. Zamknięty w celi mężczyzna zaadresował do organów ścigania blisko sto przesyłek listownych, gdzie opisywał kolejne zabójstwa i zbrodnie seksualne, a także dawał do zrozumienia, że przeszedł przemianę duchową. Prokurator Artur Grabowski skomentował tę korespondencję na łamach „Super Expressu”.

"- Pisał nie tylko do nas – ujawnił prokurator Artur Grabowski w rozmowie z „Super Expressem”."

Chore wyznania zza krat. Bestia z Torunia słała listy do prokuratury

W swoich listach 61-letni skazany pisał o zbliżającej się śmierci i potrzebie rozliczenia z przeszłością. Z przekazów medialnych wynikało, że cierpiał na chorobę nowotworową, funkcjonował z jedną nerką zaatakowaną przez przerzuty, a dodatkowo zmagał się z chorobą wrzodową i niewydolnością serca. Przed trafieniem do aresztu utrzymywał się w Toruniu ze wsparcia MOPR-u w kwocie zaledwie 604 złotych. W przesyłanej do śledczych korespondencji ze szczegółami opisywał przedmioty, które brutalnie umieszczał w ciałach swoich ofiar. Początkowo organy ścigania odrzucały te makabryczne wizje, traktując je jako majaki chorego umysłu. Prawda okazała się jednak o wiele bardziej przerażająca.

Prokurator Andrzej Kukawski podkreślał, że to determinacja i mozolna praca śledczych pozwoliły sformułować kolejny akt oskarżenia przeciwko odsiadującemu już wyrok mężczyźnie. Proces sądowy ponownie odbył się przed toruńskim Sądem Okręgowym, gdzie na jaw wyszły kolejne drastyczne fakty.

"- Pokrzywdzonej, nieprzytomnej kobiecie wprowadził do odbytu ciało obce w postaci ścierki materiałowej. Skutkowało to finalnie kałowym zapaleniem otrzewnej w następstwie perforacji ściany odbytnicy, a następnie ostrą niewydolnością serca, w wyniku czego, 7 kwietnia 2007 r., pokrzywdzona zmarła - wskazywała Prokuratura Okręgowa w Toruniu."

Akta sprawy uzupełniono o kolejne wstrząsające zdarzenia, takie jak zgon mężczyzny, u którego doszło do przerwania ciągłości jelita na skutek użycia żyletek. Z kolei na początku 2016 roku napastnik obrał za cel dwóch bywalców schroniska dla bezdomnych. Rozkruszył lek psychotropowy i podał ofiarom, kradnąc im gotówkę, okrycie wierzchnie, telefon i zegarek. Jeden z zaatakowanych przypłacił to życiem w wyniku nagłego zatrzymania krążenia. W sierpniu tego samego roku oprawca zgwałcił kolejnego seniora, zabierając mu z portfela siedemset złotych. Do pozbawienia ofiar świadomości sprawca na przemian wykorzystywał mocny alkohol lub silne farmaceutyki.

Surowy wyrok sądu. Andrzej G. resztę życia spędzi w zamknięciu

Jak donosił w kwietniu 2023 roku „Dziennik Toruński”, morderca czekał na ogłoszenie kolejnej kary w bydgoskim zakładzie w Fordonie. Trafił tam zaraz po usłyszeniu pierwszego wyroku dożywotniego pozbawienia wolności. Co zaskakujące, nie była to placówka o specjalnym rygorze i nie do końca jasne są powody, dla których nie przeniesiono go tam niezwłocznie.

"- Wina oskarżonego nie budzi wątpliwości. Ustalona została w oparciu o dowody pochodzące ze źródeł osobowych, dokumentów oraz opinii biegłych licznych specjalności – wyliczał sędzia Piotr Szadkowski podczas jednego z procesów."

Ostatnie posiedzenie toruńskiego Sądu Okręgowego miało miejsce w końcówce 2023 roku. Andrzej G. ponownie został skazany na dożywotnią izolację z opcją warunkowego wyjścia najwcześniej po trzydziestu latach. Biorąc pod uwagę wiek i stan zdrowia, prawdopodobieństwo dotrwania do tego terminu jest bliskie zeru. Nawet jeśli skazany dożyłby momentu rozpatrzenia wniosku, nie trafiłby na ulicę, tylko do zamkniętego oddziału psychiatrycznego. Takie rozwiązanie potwierdził asystent rzecznika prasowego Sądu Okręgowego w Toruniu, Jarosław Szymczak, w rozmowie z redakcją „Super Expressu”.

Mieszkańcy Torunia wciąż nie mogą zapomnieć o makabrycznych czynach popełnionych przez seryjnego oprawcę. W pamięci społeczności najbardziej zakorzenił się dramat trzynastoletniego chłopca. Eksperci nie mają wątpliwości, że tragedii można było uniknąć, gdyby wymiar sprawiedliwości odpowiednio wcześnie zareagował surowym wyrokiem. Świadomość, że prawomocna decyzja sądu na zawsze wyeliminowała Bestię z Torunia z przestrzeni publicznej, stanowi zaledwie niewielką ulgę dla poszkodowanych.

Pokój Zbrodni - Andrzej G.