Szefowie kuchni pod każdą szerokością geograficzną bardzo przypominają zawodowych graczy w tenisa. Pierwsi śnią nocami o słynnej gwiazdce Michelin, natomiast drudzy o wygraniu prestiżowego turnieju wielkoszlemowego, a najlepiej czterech takich imprez. Różnica polega na tym, że sportowcy zyskują olbrzymie majątki obok rozgłosu, natomiast mistrzowie patelni raczej nie. Naprawdę ciężko logicznie wytłumaczyć tak wielką pogoń za uznaniem w słynnym kulinarnym przewodniku.
Z samej stolicy Francji, gdzie akurat trwa jedna z wielkoszlemowych rywalizacji, wywodzi się 52-letni Sébastien Miraux. Inspektorzy Michelin znają jego kunszt od dawna. W przeszłości, gotując na Korsyce, zdołał już zapracować na gwiazdkę. Należy pamiętać, że takie laury zawsze trafiają do konkretnych lokali, a nie samych kucharzy. Przed przyznaniem tego cennego odznaczenia placówkę zawsze testują tajemniczy kontrolerzy.
Niedawno podczas uroczystego wydarzenia zorganizowanego w Krakowie, prowadzony przez 44-letnią Monikę oraz Sébastiena Miraux toruński lokal Bistrot Miraux został oficjalnie doceniony i umieszczony w kulinarnym zestawieniu Michelin.
Nasi redakcyjni wysłannicy postanowili wcielić się w rolę niejawnych testerów smaku. Pojawili się w restauracji chwilę po uroczystej krakowskiej gali, wierząc, że właśnie w takim momencie obsługa najmniej spodziewa się wizyty osób weryfikujących jakość dań.
Od razu po przekroczeniu drzwi ogromne wrażenie robi wystrój. Krzesła pamiętają czasy sprzed siedmiu dekad. W środku królują surowce naturalne – przede wszystkim masywny blat z dębu oraz bardzo stonowane elementy dekoracyjne. Ściany ozdobiono czarno-białymi portretami wybitnych francuskich artystów kina, lecz znalazło się tam także miejsce dla Napoleona, Marii Skłodowskiej-Curie i Fryderyka Chopina. Z zakamarków dyskretnie dobiegają dźwięki francuskiej muzyki. Melodie absolutnie nie przeszkadzają w konwersacji, za to budują wspaniałą atmosferę.
Jeden z naszych wysłanników poprosił o tradycyjną francuską zupę na bazie cebuli. Rodowód tej potrawy sięga setek lat wstecz i nieprzerwanie stanowi ona flagowy punkt tamtejszej kuchni. Równolegle bacznie śledziliśmy zachowanie personelu. Naprawdę nie sposób było dostrzec jakichkolwiek potknięć. Pracownicy sali poruszali się z niesamowitą gracją, którą znamy ze scen filmowych o dworskich ucztach.
Choć Sébastien Miraux jest Francuzem, jego ścieżka zawodowa obejmuje niemal cały glob. Gotował między innymi na Malediwach, Bora Bora, Bali, w Brazylii, Kenii, Kamerunie, Senegalu, Kazachstanie, na Mauritiusie oraz Wybrzeżu Kości Słoniowej. Komponował dania ch chociażby dla polityków: Andrzeja Dudy czy Ursuli von der Leyen, a także znanych postaci jak Bill Gates i Pharrell Williams. Sam zainteresowany podkreśla, że zestawienie tak prestiżowych klientów jest znacznie bardziej obszerne. Kulinarny talent odziedziczył po przodkach. Kucharzami byli jego tata, dziadek oraz pradziadek. Obecnie swoją wiedzę przelewa na ośmioletniego syna Leonarda, który niesamowicie garnie się do kulinariów. Swoją życiową partnerkę spotkał podczas pobytu na Mauritiusie.
„Tam go poznałam. To było jak piorun z jasnego nieba. Po trzech dniach znajomości Sébastien powiedział, że mnie kocha, a chwilę później się oświadczył. Naiwnie mu uwierzyłam. Dziś, po dziesięciu latach razem, wiem, że była to szalona, ale dobra decyzja. Jesteśmy jak ogień i woda, a nasze małżeństwo doskonale funkcjonuje zarówno prywatnie, jak i zawodowo” – wspomina z czułością Monika Miraux.
Monika z wykształcenia jest dziennikarką oraz filologiem języka włoskiego. W swojej karierze funkcjonowała w dyplomacji różnych państw, agencjach reklamowych w Warszawie i w Telewizji Polskiej. Doskonale posługuje się licznymi językami obcymi. Przyszła na świat w grodzie Kopernika. Na początku milenium wywalczyła tytuł Miss Ziemi Toruńskiej, dzięki czemu trafiła do krajowego finału konkursu piękności. Właśnie tam, opierając się na głosowaniu SMS, wygrała szarfę Miss Idea Pop Polski.
„Od najmłodszych lat zależało mi na promowaniu Torunia. Choć przez 25 lat mieszkałam w różnych miejscach świata, zawsze nosiłam to miasto w sercu i wiedziałam, że kiedyś wrócę tutaj na stałe” – stanowczo deklaruje właścicielka restauracji.
Po długim okresie para ostatecznie osiadła nad Wisłą. Co ciekawe, to właśnie francuski kucharz bardzo mocno optował za tym, aby ich gastronomiczny biznes powstał w Toruniu.
„Mamy wielu przyjaciół w Warszawie, którzy namawiali nas do przeprowadzki do stolicy. Mam tam także mieszkanie, więc byłoby nam łatwiej zacząć. Mój mąż uważa jednak, że Toruń jest najpiękniejszym miastem w Polsce i właśnie tutaj chce mieszkać oraz dobrze karmić torunian – mówi Monika Miraux. – Nie zależało mu na gwiazdce Michelin dla siebie. Już ją zdobył. Teraz chciałby wywalczyć ją dla Torunia. To także forma promocji miasta. Bardzo motywuje go do tego jego ojciec” – wyjaśnia współwłaścicielka lokalu.
Podczas naszej degustacji spróbowaliśmy także słynnej lotaryńskiej tarty mięsnej, nazywanej tourte lorraine. W jej skład wchodzi królik, wieprzowina i cielęcina – wszystko odpowiednio wymoczone w winie Riesling i upieczone pod pierzynką z ciasta francuskiego. Zamówiliśmy też cordon bleu z dojrzewającą wędliną oraz oryginalnym serem Morbier. Obie pozycje z menu zniewalały wręcz dopracowaniem detali i wybornym smakiem.
Oczywiście musieliśmy skusić się na coś słodkiego. Pierwszy z redaktorów postawił na klasyczny czekoladowy mus, z kolei drugi zjadł podsmażany piernik podawany z rzemieślniczymi lodami. Zjedzenie ostatniej porcji dało nam całkowitą pewność, że były to fenomenalne decyzje kulinarne.
„Przygotowujemy dania ze świeżych produktów sprowadzanych z Francji dwa razy w tygodniu. Zależy nam na najwyższej jakości. Nasza zupa cebulowa powstaje na bazie trzech rodzajów win i składa się z dwunastu składników. Polecamy również ryby, żabie udka i ślimaki” – podkreśla wprost Monika Miraux.
Lokal gastronomiczny przyjmuje gości od niespełna dwunastu miesięcy, ale już zyskał ogromne uznanie na lokalnym rynku.
„Na pierwszą rocznicę, która przypada 5 czerwca, chcemy wprowadzić nowe menu. Będzie ono połączeniem kuchni francuskiej i polskiej – swoistym mostem między Polską a Francją. Na północy Francji jada się na przykład kwaśną zupę przypominającą żurek. Są też francuskie gołąbki – nieco inne od polskich, bo przygotowywane wyłącznie z mięsem, ale również zawijane w kapustę” – zapowiada z entuzjazmem szef Sébastien Miraux.
Francuz nie kryje faktu, że miał już okazję skosztować tradycyjnej polskiej czerniny. Co więcej, zdążył przygotować jej niezwykle innowacyjną formę z dodatkiem ekskluzywnych trufli oraz kwiatów fiołka.
„Efekt był piorunujący. Zdarzało się, że goście wzruszali się przy tym daniu” – opowiada twórca potrawy z wyraźnym zadowoleniem na twarzy.
Osobom, które dopiero planują zasmakować we francuskich rarytasach, doradzamy rozpoczęcie kulinarnych testów od doskonałego musu czekoladowego oraz tradycyjnej zupy cebulowej.
Toruńskie Bistrot Miraux, nadzorowane przez polsko-francuski duet małżeński, to punkt całkowicie unikalny. Sprawdzi się wyśmienicie zarówno podczas wykwintnej kolacji, jak i przy odświętnym obiedzie. Placówka udowadnia, że przysmaki znad Sekwany nie muszą być nadmiernie skomplikowane i zarezerwowane dla wybranych. Wręcz przeciwnie – są autentyczne, gustowne i bardzo przyjazne klientom. Jeżeli ktoś nie miał jeszcze okazji skosztować legendarnych żabich udek, to właśnie w tym lokalu powinien spróbować ich po raz pierwszy.