Spis treści
Śmierć małej Amelki z Lipna. Sąsiedzi zabrali głos
Lokalna społeczność jest głęboko poruszona nagłym odejściem pięciolatki. W rozmowie z "Super Expressem" jedna z kobiet mieszkających przy ulicy Komunalnej podzieliła się swoimi wspomnieniami o tragicznie zmarłej dziewczynce, zdradzając trudne kulisy jej życia rodzinnego.
- On sobie lubi wypić, a Amelkę to matka porzuciła po urodzeniu. A taka śliczna była. Wszyscy ją tutaj lubili, bo grzeczna była. Do mnie to "ciociu" mówiła. Ją babcia do przedszkola odprowadzała
To właśnie w tamtej okolicy zamieszkuje 44-letni Przemysław P. W minioną niedzielę mężczyzna przebywał ze swoimi bliskimi w rejonie ulicy Wspólnej. Na jednej z tamtejszych posesji rośnie dorodne drzewo orzechowe, które w tym sezonie wyjątkowo obrodziło. Owoce z najniższych partii rośliny zostały już dawno zebrane, natomiast na wyższych gałęziach wciąż znajdowały się orzechy niedostępne z poziomu chodnika. 44-latek spędzał ten czas w towarzystwie swojej małej córki. Do dziś nie wiadomo z całą pewnością, czy mężczyzna zamierzał zdobyć przysmaki dla siebie, czy też planował podarować je 5-letniej Amelce.
Kolejne wstrząsające relacje na temat samej katastrofy przekazała dziennikarzom "Super Expressu" inna kobieta mieszkająca niedaleko miejsca tragedii.
- On wszedł na ten betonowy płot. Jedna rurka nie wytrzymała i to się zawaliło
O niedzielnych wydarzeniach opowiedziała również kolejna okoliczna mieszkanka, z którą dziennikarz rozmawiał tuż przy miejscu załamania się płotu.
- No ten orzech jest ładny. Jego właściciele pozwalają zrywać orzechy. Ja mam kamerę, która nagrała, jak mężczyzna niesie tą dziewczynkę do samochodu. Nie wiem, czy to jest jej ojciec
Ojciec z zarzutami po tragedii w Lipnie. 44-latek uniknął aresztu
Z dotychczasowych ustaleń organów ścigania wynika, że nieprzytomną pięciolatkę do placówki medycznej przetransportował naoczny świadek całego zajścia. Obrażenia ciała dziewczynki okazały się jednak na tyle drastyczne, że lekarzom nie udało się uratować jej życia. Kiedy funkcjonariusze policji otrzymali zgłoszenie o dramatycznym wypadku, błyskawicznie ujęli 44-letniego ojca zmarłej. Okazało się, że Przemysław P. był kompletnie pijany. Badanie wykazało obecność aż trzech promili w jego organizmie. Kiedy zatrzymany wytrzeźwiał, śledczy przedstawili mu zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci własnego dziecka. Podejrzany przyznał się do popełnienia tego czynu, za co kodeks karny przewiduje karę nawet do pięciu lat pozbawienia wolności.
- Wobec podejrzanego sąd zastosował wolnościowe środki zapobiegawcze w postaci dozoru policji i zakazu zbliżania się do świadków
Szczegóły dotyczące obostrzeń nałożonych na mężczyznę przekazała redakcji "Super Expressu" Małgorzata Kręglicka, pełniąca funkcję rzecznika prasowego w Prokuraturze Okręgowej we Włocławku.
Rodzinie i bliskim ofiary składamy wyrazy współczucia.