Spis treści
Wypadek w Klamrach. Ojciec Patryka wspomina tragedię sprzed 12 lat
Minęło kilkanaście lat od dramatycznych wydarzeń, które wstrząsnęły całą Polską. 57-letni Marcin Kubacki wciąż nie może pogodzić się ze stratą ukochanego syna w wypadku, jaki miał miejsce w województwie kujawsko-pomorskim.
Dwie msze święte były odprawione w jego intencji, jedna w święta - mówi "Super Expressowi" Marcin Kubacki (57 l.). - Serce ciągle boli. Ciężko żyć. Serce będzie boleć, póki będzie żyć - dodaje poruszony.
Mężczyzna wciąż opłakuje swojego syna Patryka, który był jedną z ofiar śmiertelnych koszmarnego zdarzenia drogowego w miejscowości Klamry nieopodal Chełmna. Podczas rozmowy z dziennikarzami nie potrafi ukryć łez i głębokiego smutku. Podkreśla stanowczo, że żaden rodzic na świecie nie powinien doświadczać tak niewyobrażalnego bólu po przedwczesnej stracie dziecka.
Wtedy w kwietniu było ciepło. Prawie lato. Oni mieli posiedzieć przy ognisku - wspomina z odczuwalnymi emocjami w głosie.
Pamiętnej nocy z 12 na 13 kwietnia 2014 roku warunki pogodowe rzeczywiście sprzyjały spędzaniu czasu na świeżym powietrzu. Nastolatkowie z okolic Torunia zorganizowali sobie plenerowe spotkanie z pieczeniem kiełbasek. Ta zżyta grupa młodych ludzi traktowała się jak rodzina, a ich znajomość trwała od wczesnego dzieciństwa.
Śmiertelny wypadek pod Chełmnem. Zginęło siedmioro przyjaciół
Więź między Pauliną, Patrykiem, Bartkiem, Mikołajem oraz Markiem narodziła się jeszcze w początkowych latach edukacji podstawowej. Chociaż każdy z nich miał zupełnie inny charakter, stanowili wyjątkowo zgraną ekipę. Wspólnie przeszli przez czasy gimnazjalne i pomimo wyboru różnych ścieżek życiowych, nadal utrzymywali bliskie kontakty. Feralnego wieczoru w połowie kwietnia 2014 roku przy ogniu bawiło się łącznie dziewięcioro znajomych. Nigdy wcześniej nie sprawiali żadnych trudności wychowawczych i uchodzili za bezproblemową młodzież. Zagadką pozostaje fakt, z jakiego źródła zdobyli wtedy alkohol. Wiadomo jedynie, że bez wiedzy dorosłych zabrali kluczyki do samochodu należącego do ojca jednego z uczestników spotkania. Zdecydowali się na skrajnie nieodpowiedzialny krok, pakując się całą dziewiątką do wnętrza pięcioosobowego pojazdu. Chwilę później auto uderzyło z impetem w przydrożne drzewo w wiosce Klamry, zabijając na miejscu siedmioro pasażerów. Wśród ofiar znaleźli się:
- Bartek - utalentowany lekkoatleta, który specjalizował się w biegach długodystansowych. Cechowała go ogromna determinacja w dążeniu do sportowych celów. Miał aspiracje, aby w przyszłości rywalizować zawodowo, w czym bezwarunkowo wspierali go opiekunowie, wożąc chłopca na turnieje.
- Hania - mieszkanka ulicy Rynkowej w Chełmnie, gdzie żyła z braćmi oraz rodzicami. Jej życiowym celem było wstąpienie do formacji mundurowych, a w szczególności do policji. Znajomi do dziś nie potrafią zrozumieć, dlaczego tak rozsądna dziewczyna postanowiła pojechać tym samochodem.
- Marek - nastolatek, którego po dramatycznej utracie ojca wychowywały matka i babcia. Chłopak czuł presję szybkiego wkroczenia w dorosłość, by stanowić oparcie finansowe dla najbliższych. Planował otwarcie własnego przedsiębiorstwa budowlanego i uczył się fachu od wujka. Był również zapalonym czytelnikiem o ogromnej wrażliwości.
- Paulina - niezwykle kreatywna i obdarzona duszą artystki nastolatka. Z pasją udzielała się w szkolnym teatrze i wspaniale interpretowała poezję na głos. Rozważała drogę aktorską lub zawód dziennikarki. Dorastała pod okiem matki, zachowując jednocześnie rewelacyjny kontakt ze swoim tatą.
- Mikołaj - chłopak uchodzący w swoim środowisku za wzór kultury i skromności. Był prawdziwym oparciem dla matki, która wcześniej zmierzyła się ze śmiercią trzyletniego syna i wypadkiem drogowym drugiego dziecka. W przyszłości planował rozpocząć pracę w zawodzie nauczyciela.
- Natalka - zaledwie trzynastoletnia uczennica szóstej klasy, najmłodsza w całym towarzystwie. Od kilkunastu miesięcy mieszkała tylko z mamą Katarzyną w starej kamienicy w Chełmnie. Wyróżniała się pięknym głosem, śpiewając psalmy w lokalnej parafii i marząc o profesjonalnej estradzie.
- Patryk - wybitnie inteligentny chłopak z matematycznym zacięciem, który zawsze uparcie obstawał przy swoich racjach. Nie bał się mieć odmiennego zdania niż reszta grupy. Myślał o wstąpieniu w szeregi wojska, ceniąc sobie dyscyplinę i uporządkowane zasady.
Cały ten koszmar był wynikiem fatalnej decyzji nastolatka. Pijany 16-letni Mateusz M. usiadł za kółkiem bez żadnych uprawnień do kierowania pojazdami i zabrał znajomych na nocną przejażdżkę. Nastolatek przeżył uderzenie, podobnie jak jego koleżanka podróżująca na przednim fotelu. Decyzją wymiaru sprawiedliwości młody sprawca nie został umieszczony w placówce wychowawczej dla nieletnich. Czterech tragicznie zmarłych chłopców (Bartek, Patryk, Mikołaj i Marek) spoczęło na terenie cmentarza w Starogrodzie. Nastolatki pochowano natomiast na dwóch różnych nekropoliach zlokalizowanych w Chełmnie.
To już dwanaście lat. My ciągle pamiętamy o tej tragedii i ją przeżywamy. Tego się nie da zapomnieć. Oni są tutaj pochowani. Ci rodzice trzymają się. Jedni adoptowali aż trójkę dzieci. Kochają ich bardzo. To byli przyjaciele ci którzy zginęli i ta dwójka, która przeżyła - mówi nam kobieta, którą spotkaliśmy na cmentarzu