Spis treści
Sławomir P. z Torunia oskarżony o usiłowanie zabójstwa
Dramat rozegrał się w środowy poranek, 15 kwietnia. 54-letni mąż wtargnął do zakładu krawieckiego, w którym pracowała Agnieszka P. Po zadaniu ciosów napastnik zamknął się od środka w pomieszczeniu i samookaleczył się nożem. Interweniujący policjanci ostatecznie obezwładnili i zatrzymali desperata.
- W dniu dzisiejszym (17 kwietnia 2026 r.) prokuratura przedstawiała zarzut usiłowania zabójstwa żony Sławomirowi P. - mówi "Super Expressowi" prokurator Rafał Ruta, naczelnik I wydziału śledczego Prokuratury Okręgowej w Toruniu zastępujący rzecznika prasowego - Podejrzany przyznał się do zarzucanego mu czyny i złożył wyjaśnienia. Dla dobra postępowania nie będziemy udzielać informacji o ich treści. Prokurator wystąpi do sądu z wnioskiem o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztu - dodaje prokurator Ruta.
Atak nożem w Toruniu wynikiem chorobliwej zazdrości męża
Zaledwie dziesięć dni wcześniej 54-latek z własnej woli stawił się w szpitalu psychiatrycznym. Informował tamtejszy personel medyczny o dręczących go myślach samobójczych, które wiązał z rzekomymi zdradami partnerki. Z nieoficjalnych ustaleń wynika, że mężczyzna wypisał się z placówki na własne żądanie 14 kwietnia.
Następnego dnia, około godziny 9:00, Sławomir P. pojawił się w punkcie usługowym na piętrze pawilonu zwanego "kwadratem" przy ulicy Łyskowskiego na toruńskim Rubinkowie. Tam trzykrotnie ugodził nożem swoją żonę w okolice brzucha. Krwawiąca 47-latka zdołała schronić się w pobliskim salonie fryzjerskim, skąd wezwano służby ratunkowe. Jej mąż tymczasem zabarykadował się w miejscu ataku i podjął próbę samobójczą, wbijając sobie ostrze w klatkę piersiową oraz próbując podciąć żyły.
- On się wyliże - mówi "Super Expressowi" jeden z toruńskich policjantów - Stan kobiety jest bardzo ciężki. Była operowana. Leży na OIOMie.
Brak wcześniejszych interwencji policji u Sławomira i Agnieszki P.
Dotychczasowe ustalenia wskazują, że rodzina nie znajdowała się w kręgu zainteresowania organów ścigania. Funkcjonariusze nigdy wcześniej nie podejmowali w ich domu interwencji i nie założono im procedury Niebieskiej Karty.
54-letni sprawca ataku musi liczyć się z najsurowszą możliwą karą – dożywotnim pozbawieniem wolności. Jego poszkodowana żona wciąż znajduje się w stanie krytycznym.