Emilia i Michał zginęli na A2. Nie zdążyli napisać matury. "Nic mi syna już nie zwróci"

2026-05-18 7:49

Martyna, Emilia i Michał niedługo po podróży do Warszawy mieli świętować na toruńskiej studniówce, by wkrótce potem przystąpić do matury. Los chciał jednak zupełnie inaczej. Dramatyczny wypadek na autostradzie A2 w rejonie Brzezin przekreślił plany młodych ludzi, zabierając życie dwójce z nich. Za spowodowanie katastrofy przed łódzkim sądem odpowiadała Martyna, która usłyszała już prawomocny wyrok.

Tragiczny finał wypadku. Śmierć Emilii i Michała

W styczniu ubiegłego roku troje mieszkańców Torunia: Martyna, Emilia i Michał, wracało w rodzinne strony po wizycie w stolicy. Przyszli abiturienci mieli za niedługo szaleć na balu maturalnym. Ich podróż BMW została tragicznie przerwana na odcinku A2 przy Nowostawach Dolnych. Z informacji zebranych przez dziennikarzy, prowadzony przez Martynę pojazd nagle wpadł w poślizg, zjechał na przeciwległy pas i zderzył się z innym wozem, ostatecznie lądując na dachu.

Siła uderzenia sprawiła, że Michał został wyrzucony z samochodu. Uderzył głową o betonową nawierzchnię, ponosząc śmierć na miejscu zdarzenia. Z kolei Emilia została uwięziona we wraku auta. Mimo sprawnej interwencji ratowników, dziewczyna zmarła z powodu rozległych obrażeń. Tylko kierująca Martyna wyszła z kraksy żywa.

Sąd wydał wyrok w sprawie Martyny N.

Rok od tragedii przed Sądem Rejonowym w Brzezinach ruszył proces młodej kobiety. Martyna N. stanęła pod zarzutem nieumyślnego spowodowania wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym. Kobieta od początku nie przyznawała się do winy.

Wracaliśmy do Torunia – opowiadała przed sądem. - Nagle zobaczyłam, jak z prawej strony, ze stacji benzynowej wyjeżdża jakiś samochód, który zajechał mi drogę, odbiłam odruchowo na lewo, ale tam było już jakieś inne auto. Wpadłam w poślizg i dachowałam.

Brzeziński sąd odrzucił jednak wersję wydarzeń przedstawioną przez 20-latkę. Kobieta usłyszała wyrok roku więzienia w zawieszeniu na trzyletni okres próby. Ponadto wymierzono jej zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych przez trzy lata.

Wina oskarżonej nie podlega dyskusji, natomiast miała ona charakter nieumyślny – mówiła sędzia Anna Kudlik. - Sąd wziął pod uwagę okoliczności łagodzące: oskarżona nie była osobą karaną, jest osobą młodą, poniosła traumatyczne skutki pod tym zdarzeniu – dodawała.

Apelacja rodziców i wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi

Wyrok pierwszej instancji zbulwersował rodziny zmarłych, które postanowiły wnieść apelację. Ich celem było uzyskanie surowszej kary – więzienia bez zawieszenia i przedłużenia okresu, w którym oskarżona nie będzie mogła kierować samochodem.

Nic mi syna już nie zwróci, ale ja bym chciała najwyższy wymiar kary, czyli 8 lat więzienia bez możliwości zawieszenia i 10 lat zakazu prowadzenia pojazdów – mówiła zapłakana pani Violetta, mama Michała.

Podobnego zdania była matka Emilii, pani Agnieszka, która nie potrafiła powstrzymać łez. Rodzin ofiar boli fakt, że mimo tragicznego finału, Martyna N. pozornie kontynuuje normalne, pogodne życie.

Sprawa trafiła na wokandę Sądu Okręgowego w Łodzi, który przychylił się do wniosku bliskich ofiar jedynie w części. Zadecydowano o dwukrotnym wydłużeniu zakazu prowadzenia pojazdów – z trzech do sześciu lat. Sama kara pozbawienia wolności w zawieszeniu nie uległa zmianie. Uznano bowiem ostatecznie, że śmierć przyjaciół była następstwem winy nieumyślnej.

Nie chcę sobie jako ojciec wyobrażać, jaką państwo przeżywacie traumę i tragedię związaną z całą tą sytuacją – mówił sędzia Grzegorz Gała. - Państwa oburzenie na to, że pani oskarżona dalej korzysta z portali społecznościowych, że czasami się uśmiecha, wynika z naszego większego doświadczenia i z naszego bólu. Natomiast, czy od młodej osoby, która pewnie przeszła również wielką traumę, można wymagać, żeby teraz po tej tragedii zaprzestała normalnego życia? Na zawsze i bezwzględnie? Mielibyśmy wtedy trzy ofiary. Proszę odpowiedzieć sobie na pytanie, czy w takiej sytuacji państwa dzieci chciałyby, by ta osoba trafiła do więzienia? Nie ugaszę państwa bólu, proszę mi to wybaczyć, ale czuję się do tego upoważniony jako ojciec i jako osoba, która stara się zrozumieć państwa ból. Uważamy, że według prawa jest to najlepsze rozwiązanie. Państwo oczywiście mają prawo do swojej oceny – tłumaczył.

Orzeczenie jest prawomocne. 

Wypadek w Grodkowicach