Spis treści
Sprawa usiłowania zabójstwa w Toruniu. Ofiara przerywa milczenie
We wtorek 17 marca 2026 roku przed wymiarem sprawiedliwości w Toruniu stanął 74-letni Lech S., któremu śledczy zarzucają próbę pozbawienia życia pani Joanny. Starszy mężczyzna stanowczo odrzuca winę, natomiast 56-letnia pokrzywdzona zdecydowała się opowiedzieć dziennikarzom o trwającym dwie dekady domowym piekle. Kobieta podzieliła się również ważnym przesłaniem dla innych kobiet, doświadczających podobnej przemocy.
- Nie wiem dlaczego przez tyle lat z nim żyłam. On mnie bił i poniżał. Wmawiał mi, że bez niego sobie nie poradzę. Wyzywał mnie, że jestem gruba. Gdy po tym, jak dzieci były większe i poszłam do pracy wyzywał mnie od ku***. To było jego ulubione słowo. Ciągle jestem w traumie po tym, co się stało, co mi zrobił. Chodzę do psychologa i nie wstydzę się z tego. Byłam od niego uzależniona - mówi "Super Expressowi" pani Joanna (56 l.).
Zdenerwowana 56-latka spotkała się z przedstawicielami redakcji "Super Expressu" na korytarzu toruńskiego Sądu Okręgowego, tuż przed rozpoczęciem rozprawy. Jej były partner odpowiada za to, że 14 lipca 2025 roku o godzinie 1:25 wtargnął siłą do zajmowanego przez nią lokalu i dwukrotnie uderzył ją w głowę ciężkim narzędziem.
- Nie wiem, jaka siła we mnie wstąpiła i jaka siła mi pomogła, że ja mu ten młotek wyrwałam z ręki - mówi "Super Expressowi" pokrzywdzona.
Proces Lecha S. Sąd chroni pokrzywdzoną kobietę
Na wniosek pani Joanny skład orzekający postanowił oszczędzić jej bezpośredniej konfrontacji z oprawcą. Zeznania pokrzywdzonej odbyły się w osobnym pomieszczeniu z wykorzystaniem transmisji wideo, a sama rozprawa na ten czas toczyła się za zamkniętymi drzwiami. Publiczność mogła jednak wysłuchać oficjalnego aktu oskarżenia oraz wyjaśnień samego Lecha S., który z wyglądu wcale nie przypomina domowego tyrana, a jego wystąpienie ograniczyło się do zaledwie kilku zdań.
Nic nie pamiętam. Obudziłem się w szpitalu. Gdy przechodziłem przez przejście dla pieszych, zostałem pobity. Ktoś uderzył mnie w tył głowę i ktoś mnie mocno pobił - mówił w sądzie Lech S.
Podczas posiedzenia 74-latek ostatecznie zaprzeczył stawianym mu zarzutom. Mężczyzna konsekwentnie odmawiał również udzielania jakichkolwiek odpowiedzi na pytania formułowane przez sędziego oraz oskarżyciela publicznego. Ofiara nie zostawia na Lechu S. suchej nitki, ale jednocześnie nadal nie pozbyła się obaw.
- Teraz bez niego żyje mi się zdecydowanie lepiej. Chociaż boję się, że on ucieknie z więzienia i zrobi mi krzywdę. Wszystkim kobietom, które żyją z takimi mężczyznami radzę jak najszybciej się rozwodzić - mówi "SE" pani Joanna.
Z akt sprawy wynika, że starszy mężczyzna wielokrotnie wchodził w konflikt z prawem. Za usiłowanie zabójstwa żony przepisy przewidują karę nawet dożywotniego pozbawienia wolności. Uratowana z opresji 56-latka ma ogromną nadzieję, że wyrok sądu trwale odizoluje agresora od społeczeństwa.