Spis treści
Tragiczny poranek pod Otłoczynem
Pierwsza informacja z PAP, opublikowana tuż przed godziną 9 rano 19 sierpnia 1980 roku, brzmiała wstrząsająco: „O godz. 4 min. 30 w pobliżu Torunia wydarzyła się tragiczna katastrofa kolejowa. Pociąg osobowy jadący z Torunia do Łodzi Kaliskiej zderzył się z pociągiem towarowym relacji Włocławek-Toruń, jadącym od stacji Otłoczyn po niewłaściwym torze.”
Tamtej tragicznej nocy skład pasażerski numer 5129/30 wyruszył z Torunia z kilkudziesięciominutowym opóźnieniem. Oczekiwał na przesiadających się pasażerów oraz dwa wagony sypialne z pociągu jadącego z Kołobrzegu do Warszawy Wschodniej. Maszynista Gerard B. (39 l.) i jego 28-letni pomocnik Józef G. mieli szansę na nadrobienie straconego czasu. Pociąg pasażerski ruszył o 4:18. Zaledwie sześć minut później, z oddalonej o kilkanaście kilometrów stacji w Otłoczynie, bez zezwolenia wyruszyła lokomotywa towarowa ST 44 (tzw. Gagarin) z pustymi węglarkami, która powinna czekać na sygnał pozwalający na odjazd.
Pociągi pasażerskie i te przewożące ładunki miały pierwszeństwo na torach. Niestety, 43-letni maszynista Mieczysław R. oraz jego 23-letni asystent Andrzej B. ruszyli, łamiąc fundamentalne zasady kolei. Zignorowali sygnał „STÓJ” na semaforze i przejechali przez nieprzestawioną zwrotnicę. Mimo prób ostrzeżenia przez pracowników torowych, żaden z maszynistów nie zauważył sygnałów ostrzegawczych. W tamtym czasie pociągi nie były wyposażone w łączność radiową.
Dwa pociągi pędziły na siebie. Maszynista składu pasażerskiego dostrzegł niebezpieczeństwo około 150 metrów przed zderzeniem, gdy pociąg towarowy wyłonił się zza łuku. Natychmiast uruchomił hamulce i usiłował ratować się ucieczką na tył lokomotywy. Niestety, nie przeżył, podobnie jak jego asystent oraz załoga pociągu towarowego. Maszynista lokomotywy towarowej nie próbował uciekać - jego ciało odnaleziono przy pulpicie w zmiażdżonej kabinie. Chwilę wcześniej również próbował hamować. Powód, dla którego wjechał na niewłaściwy tor, pozostaje niewyjaśniony. O 4:30 dwa pociągi, każdy ważący ponad 300 ton, zderzyły się czołowo.
Całkowicie zniszczony pierwszy wagon. Przerażający bilans ofiar
Z perspektywy lotu ptaka, zaraz po uderzeniu, widać było, że pierwszy wagon pasażerski został całkowicie zmiażdżony. Pozostały jedynie jego fragmenty z uwięzionymi wewnątrz ludźmi oraz zwały ciał wyrzuconych z impetem na lokomotywę. Drugi wagon uległ przełamaniu na pół, przelatując nad zniszczonymi lokomotywami, a jego podwozie wylądowało na sąsiednim torze. Jeden z ocalałych pasażerów tak opisywał te koszmarne chwile: „Obudził mnie straszliwy huk. Po chwili wszystko uspokoiło się, zobaczyłem pierwszych zabitych i rannych. Przy mnie siedziała kobieta z dzieckiem. Trzymała je w ramionach i nie żyła”.
Miejsce zdarzenia znajdowało się niedaleko drogi krajowej nr 91 (wówczas E16). Wystarczyło przejść przez zalesiony obszar i strome zbocze. Ratownicy dotarli na miejsce błyskawicznie, ponieważ wezwano ich jeszcze przed kolizją. Sceny, jakie tam zastali, były przerażające. Mirosław Bahor, strażak wezwany na miejsce tragedii, po latach relacjonował: „W wagonie po linoleum płynęła rzeka krwi, łatwo się było wywrócić. Wszędzie leżały zmasakrowane ciała. Co chwilę ktoś odchodził na bok, wiadomo, żołądek nie wytrzymywał. Ciała wynosiliśmy na nasyp”.
Liczba ofiar rosła. Po godzinie 8:00 doliczono się około 30 ciał. Ratownicy byli przekonani, że to ostateczny bilans, sprawdzając wszystkie sześć zniszczonych wagonów. Jednak pracownicy kolei z Torunia poinformowali ich, że pociąg składał się z siedmiu wagonów.
Jeden z ratowników relacjonował: „Liczymy razem. Wychodzi sześć. W końcu ktoś zaczyna liczyć wózki podwozi wagonów. Jest czternaście. A więc pierwszy wagon przestał istnieć”.
Na miejscu pojawił się duchowny udzielający ostatniego namaszczenia, a niedługo potem śmigłowcem dotarł Edward Gierek, który w szoku powtarzał: „Dlaczego do tego doszło?”. Dziś w miejscu tragedii wznosi się pomnik, a każdy przejeżdżający pociąg oddaje hołd ofiarom długim sygnałem dźwiękowym „Baczność”, upamiętniając tych, którzy zginęli 19 sierpnia 1980 roku.
Artykuł powstał na podstawie publikacji S. Kopera i M. Muchy „Katastrofy PRL” wydanej przez Wydawnictwo Harde.