Świątynia w miejscowości Błenna okazała się zbyt mała, by pomieścić wszystkich chętnych. W mroźny, choć słoneczny dzień, blisko dwa tysiące osób przybyło, aby towarzyszyć Katarzynie w jej ostatniej drodze. Mieszkańcy regionu wciąż nie mogą pogodzić się ze śmiercią młodej kobiety, której plany i marzenia zostały brutalnie przekreślone przez drogowy dramat.
Bezradność wobec cierpienia
Nabożeństwo żałobne przebiegało w atmosferze głębokiego smutku i niedowierzania. Duchowny celebrujący mszę nie krył emocji, a jego kazanie stało się świadectwem ludzkiej bezsilności w obliczu tak ogromnej straty. Próbując pocieszyć zdruzgotaną rodzinę i przyjaciół, z trudem dobierał słowa.
„Ludzki język nie odda naszego cierpienia”
Przesłanie kapłana głęboko zapadło w pamięć zgromadzonych wiernych. Zmarła 26-latka była osobą powszechnie lubianą w lokalnej społeczności. Zaledwie dwa lata temu stanęła na ślubnym kobiercu, a w chwili tragedii z radością oczekiwała narodzin swojego pierwszego dziecka.
Białe róże i wyjątkowy gest
Tłum żałobników, którzy nie zmieścili się wewnątrz kościoła, trwał w skupieniu na zewnątrz budynku. Po zakończeniu liturgii kondukt wyruszył na pobliski cmentarz, jednak forma przemarszu różniła się od standardowych ceremonii. Zrezygnowano z użycia karawanu, a trumnę z ciałem 26-latki nieśli na własnych barkach czterej mężczyźni, oddając jej w ten sposób ostatni hołd.
Miejsce spoczynku wypełniło się kwiatami. Uczestnicy pogrzebu przynieśli ze sobą wieńce w kształcie serc oraz naręcza białych róż. Kwiaty te, będące symbolem niewinności, stały się milczącym wyrazem szacunku i miłości dla kobiety, która odeszła zdecydowanie zbyt wcześnie.
Tragiczne walentynki
Do śmiertelnego wypadku doszło 14 lutego, w dniu zakochanych. Katarzyna podróżowała swoim BMW drogą w miejscowości Choceń niedaleko Włocławka. Wówczas nastąpiło zderzenie z jadącym z naprzeciwka pojazdem marki Audi S5. Mimo błyskawicznej reakcji służb ratunkowych i wezwania śmigłowca LPR, życia młodej kobiety nie udało się uratować.